2010-02-20
Felieton Marcina Mroza
Choć ożywienie gospodarki światowej i polskiej jest już dawno "wliczone w ceny aktywów", nie można wykluczyć, że czeka nas kolejny ciekawy rok. I to rok diametralnie różny od tego, co mogliśmy obserwować w ciągu poprzednich kwartałów. W 2009 r. obserwowaliśmy bowiem interesującą dychotomię. Fundamenty wyglądały słabo, rynki finansowe zaś z wigorem odrabiały wcześniejsze straty. Dziś natomiast czai się przed nami widmo roku 2009 a rebours, czyli lepsze fundamenty, którym towarzyszyć będzie bardziej rozchwiany i mniej optymistyczny sentyment rynkowy. Ładnie ilustrują to wydarzenia z pierwszych tygodni tego roku. W jednym z badań globalnego sentymentu inwestycyjnego przeprowadzonym w styczniu, międzynarodowi inwestorzy wprost prześcigali się w optymizmie. Zgodnie z ich wypowiedziami oczekiwania na szybszy wzrost gospodarczy i skłonność do ryzyka powróciły do przedkryzysowych poziomów. Zatem, biorąc wyniki powyższego badania za dobrą monetę, można postawić tezę, że na początku roku światowe rynki finansowe na dobre uwierzyły w powrót do normalności. Tymczasem do normalności nam jeszcze daleko. I tak też może być w dalszej części roku. Choć pierwsza światowa recesja od czasów drugiej wojny światowej najprawdopodobniej jest już za nami, to ilość czynników ryzyka rynkowego zdecydowanie przekracza przedkryzysowe poziomy. I nie chodzi tu tylko o te rodzaje ryzyka, które zostały rozpoznane i wielokrotnie opisane: efekty "strategii wyjścia", problemy fiskalne krajów południa Europy czy też stabilność strefy euro. Nie można wykluczyć, że przy wciąż nie najlepszej sytuacji fundamentalnej i rynkowej niczym diabełek z pudełka wyskakiwać będą kolejne problemy w stylu Dubaju czy Grecji. Są więc spore szanse, że te znane i nieznane rodzaje ryzyka mogą stanowić równowartość okresowego otrzeźwiającego kubła zimnej wody wylewanej na globalne rynki - jeśli te znów zaczną za mocno wierzyć, że kryzys jest już definitywnie za nami. W sumie więc można postawić tezę, że w tym roku, jeśli spełni się powyższy scenariusz, wygrani mogą być ostrożni optymiści - czyli ci, którzy przygotowani będą na dość wyboisty scenariusz rynkowy. Tacy, którzy - budując portfel "pod ożywienie" - nie zapomną całkiem o sektorach defensywnych.
Artykuł ukazał się w dzienniku Rzeczpospolita, 20 lutego 2010 r.
